Nowy Jork

„Wielkie jabłko”, „miasto, które nigdy nie śpi” – to tylko dwa najpopularniejsze określenia Nowego Jorku. Miasta, o którym śpiewał Sinatra i które jest tłem dla akcji większości najbardziej popularnych produkcji filmowych. Niegdyś wrota do nowego świata dla całej rzeszy emigrantów, głównie z Europy, którzy szukali lepszych perspektyw. Obecnie nieoficjalna stolica show-biznesu, mody i światowej finansjery.

„New York, New York”. Miasto, które od chwili powstania roztaczało niezwykłą aurę i wabiło ludzi ze wszystkich szerokości geograficznych. Pomimo upływu lat nic się nie zmieniło. Płomień nieprzeciętności ciągle płonie, wabiąc w kwartały swoich ulic nie tylko tysięczne tabuny turystów, ale i nowych mieszkańców, a ten, kto raz znalazł się w blasku płomienia, zawsze będzie miał ochotę wrócić albo będzie się od niego trzymał z daleka.

Jak w piosence Kultu, „… ta historia zaczęła się na JFK”. Już lądowanie na jednym z największych lotnisk świata stanowi spore przeżycie, a w hali przylotów następuje pierwsze zetknięcie z największą różnicą pomiędzy Polską a USA – różnicą w skali, która odczuwalna jest w większości aspektów codziennego życia. Trzaśnięcie drzwiami żółtej taksówki i już jesteśmy w drodze do centrum, ze słabo mówiącym po angielsku emigrantem. Pierwsza różnica w skali to olbrzymi ruch. Duże węzły komunikacyjne i cztery pasy ruchu w jedną stronę. Ten szeroko rozumiany ruch będzie nam towarzyszył przez cały pobyt w Mieście. Wysiadamy z taksówki. Każdy znajdzie dla siebie odpowiedni nocleg. Od luksusowych hoteli po schroniska młodzieżowe, których nie brakuje. Na weryfikację pierwszych spostrzeżeń i wrażeń nabytych przez szybę samochodu przyjdzie czas następnego dnia.

Niezależnie od tego czy zatrzymamy się na dolnym Manhattanie czy na górnym, w pobliżu Harlemu, niezbędna dla budżetu będzie Metro Card, upoważniająca do przejazdów środkami komunikacji publicznej. Metro w Nowym Jorku można uznać za jedną z atrakcji turystycznych, której warto poświęcić osobny artykuł.

Pierwszym przystankiem jest Statua Wolności. Aby się dostać na najbardziej rozpoznawalny symbol miasta, trzeba się przedrzeć przez system bezpieczeństwa gorszy niż na niejednym lotnisku. Kiedy już wszyscy stwierdzą, że nie jesteśmy terrorystami, możemy swobodnie wejść na prom. Ze Statuy rozciąga się niesamowity widok na dolny Manhattan, choć w krajobrazie dostrzegalny jest brak dwóch wież WTC, które w 2001 roku stały się celem ataków. Powrót daje namiastkę tego, co czuli emigranci, którzy tą samą drogą wpływali do portu. Najpierw mijali Statuę – symbol swobody, która witała ich w nowym świecie i oznaczała koniec ciężkiej podróży. Zanim jednak zeszli na ląd, który był na wyciągnięcie ręki, musieli przejść okres kwarantanny na Ellis Island – w ośrodku przejściowym dla emigrantów.

Spacer po Wall Street i wokół giełdy sprawia, że „słyszymy” szelest tysięcy dolarów, które poprzez zawierane transakcje zmieniają właściciela. Częstym widokiem są maklerzy wychodzący na przerwę z papierosem w dłoni oraz całe „stada” ludzi w garniturach i z teczką pod pachą.

Nowy Jork jest potężną dżunglą z betonu. Mimo tego, mieszkańcy mają do dyspozycji sporą liczbę parków i skwerów, w których mogą się schować przed uciążliwym miejskim zgiełkiem. Najbardziej popularnym i największym jest Central Park. Niesamowicie pozytywne jest to, że każdy kto go odwiedza, czuje się odpowiedzialny za jego stan. Nie ma mowy o śmieceniu, a pojęcie dewastacji jest tu całkowicie obce.

Chodząc przez większość czasu z głową odchyloną do tyłu i patrząc na szczyty wieżowców, nabierasz ochoty, aby sprawdzić, jaki widok rozciąga się z ich dachów. Przechodząc obok Empire State Building warto wybrać się na jego taras widokowy. Polecam wyjechać windą późnym wieczorem. Wtedy pojawia się szansa podziwiania panoramy miasta zarówno za dnia, jak i po zachodzie słońca. Dopiero wtedy człowiek zdaje sobie sprawę, dlaczego zespół U2 śpiewał o NY jako: „mieście oślepiających świateł”.

Z miejsc, które każdy turysta musi odwiedzić pozostaje Times Square, zwany „skrzyżowaniem świata”. Jaskrawe neony bilbordów oraz ogromne ekrany telewizyjne wyświetlają przez całą dobę reklamy. Ruch w tym miejscu nigdy nie zanika. Nawet w środku nocy spotkać można mieszkańców i turystów, którzy dopiero co opuścili puby i udali się do czynnego całą dobę McDonalda – szlak dobrze znany nie tylko w Stanach. Ogrom otaczających budynków i jasność świateł na długo zapada w pamięć.

Nie można jednak chodzić tylko wydeptanymi szlakami dla turystów. NY posiada znakomite puby i restauracje, o których niekoniecznie wiedzą turyści. Wart polecenia jest Old Ale Hause, jeden z najstarszych lokali w mieście. Charakterystyczne jest to, że lokal nie jest sprzątany, a wystrój pozostaje bez zmian od wielu lat. Choć na starych fotografiach i wycinkach z gazet gromadzi się sporo kurzu, to jednak smak niepasteryzowanego piwa skutecznie pozwala o tym zapomnieć. Grzechem było by nie opisać jednej z serwowanych przekąsek. Krążek cebuli i gruby plasterek żółtego sera na krakersie. Brzmi niezbyt wyszukanie, ale smakuje wyśmienicie.

Miasto to nie tylko budynki, jego atrakcje i lokale. Duszę każdego miasta stanowią jego mieszkańcy. Nowy Jork posiada nie jedną duszę – można w nim spotkać przedstawicieli niemal wszystkich kultur i narodów, co rzuca się w oczy głównie podczas spaceru po Manhattanie. Najpierw mija się kwartał ulic zamieszkany głównie przez społeczność włoską, potem odwiedza się China Town, Małą Koreę itd. Nie potrzeba mapy, aby się zorientować, w której części akurat się znajdujemy. Neony z napisami w ojczystych językach emigrantów, restauracje z charakterystycznymi potrawami prowadzą nas lepiej niż GPS. Każda społeczność stara się zachować odrębność i kultywuje tradycje wyniesione ze swoich rodzimych krajów. Polskiej dzielnicy warto poświęcić osobny artykuł, bo Greenpoint jest równie niezwykłym miejscem.

Ludzie w NY, ale i w całym USA są bardzo pozytywnie nastawieni do życia. Postawa „keep smiling” i co się z tym wiąże – uśmiech, który prawie nie schodzi z twarzy, może wydawać się w naszych kręgach zabawny, ale sprawia, że wiele aspektów życia codziennego staje się łatwiejszych do zniesienia, choćby w zatłoczonym metrze. Ta pozytywna energia sprawia, że Amerykanie są bardzo otwarci na nowych ludzi. Zawsze chętnie udzielą bezinteresownej pomocy, czasem nie czekając na prośbę.

Każdy, kto po raz pierwszy przyjeżdża do NY, dzięki telewizji i licznym opisom miasta, ma już ukształtowany obraz metropolii. Wydaje się, że wie, czego może się spodziewać. Tymczasem rzeczywistość może zaskoczyć. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, mówili, że Nowy Jork albo się pokocha albo znienawidzi. Bez względu na to, co będziemy o nim sądzić po powrocie do domu, to na pewno wizyta odciśnie w świadomości spory ślad.

Maciej Rożkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *